Dużo ciekawiej w radykalizacji dostrzec proces, który zaczyna się wcześniej, w miarę porzucania praktyk dialogu i kompromisu między osobami o odmiennym światopoglądzie czy wyznawanych wartościach. Takie podejście proponuje specjalizujący się w tematyce radykalizmu, ekstremizmu i terroryzmu Alexander Schmid. W wyniku tak rozumianej radykalizacji z osobami o innych poglądach na początku nie chce się rozmawiać, z czasem nie chce się mieć nic wspólnego. Stawia się swoje poglądy wyżej niż odmienne, potem odmawia prawa do innych poglądów, a osoby je głosząca uważa się za gorsze, głupsze, a nawet się je dehumanizuje. Prowadzić to może do odmawiania niektórym grupom praw gwarantowanych przez demokratyczny ustrój, czy wreszcie skłonności do zachowań radykalnych, stojących w sprzeczności z prawem[1].

Badanie radykalizacji w Polsce

W ubiegłym roku przeprowadziłyśmy w ośrodku badawczym Ciekawość, we współpracy z Laboratorium Więzi i Komitetem Dialogu Społecznego obszerne badanie mające na celu zgłębienie zjawiska radykalizacji wśród Polek i Polaków. Chciałyśmy, by raport podsumowujący nasze badania, zatytułowany "Twarze Polskiej Radykalizacji", stanowił bodziec do zrobienia rachunku sumienia, przyjrzenia się własnym przekonaniom i postawom. Dlatego przeprowadziłyśmy badania ilościowe wśród osób z co najmniej średnim wykształceniem, a wywiady pogłębiające z udziałem osób z wyższym wykształceniem. Otrzymane wyniki pokazują, że ani wykształcenie, ani poglądy polityczne nie stanowią skutecznej "tarczy" przed tym zjawiskiem.

Tym co nas mocno uderzyło podczas przeprowadzania wywiadów, było to jak wiele tematów włącza dziś w Polsce bardzo silne emocje. Tak silne, że można znienawidzić kogoś tylko za to, że powiedział coś co stoi w sprzeczności z naszym światopoglądem. Inność na pewno nie ciekawi, w najlepszym wypadku męczy. Badanie pokazało, że prawie co piąta osoba, przyznaje, iż zdarza się jej w myślach życzyć śmierci nieznanej sobie osobie, np. politykowi, który ma inne poglądy niż ona. Aż 13% osób przyznaje, że w związku ze sporem światopoglądowym zdarza im się przynajmniej czasami życzyć śmierci komuś znajomemu.

Jak mówili nasi rozmówcy:

“Byłem ostatnio sam sobą poruszony, bo złapałem się na absurdalnym zachowaniu, bo złapałem się, że oplułem komórkę, w której oglądałem jakiegoś polityka, który kłamał w żywe oczy.”[2]

“Głównie rozmawiam z żoną i najbliższymi o ważnych sprawach. Polska jest podzielona na pół. Nie wiadomo kto co myśli. Ludzie wolą rozmawiać o pięknej jesieni (...). Wystarczy, że się powie, że od węgla mieliśmy odejść za pięćdziesiąt lat, a nie w 2022 i już będzie wojna. To są dwa monologi - każdy przemawia, nikt nie słucha. ”

Część osób znajduje przyjemność w kłótniach, jednak wielu z nas jest już zmęczonych sporem i stworzyło całe strategie obronne, chroniące przed spotkaniem się z odmienną wizją świata. Ludzie wolą otaczać się osobami, które myślą podobnie. Na bazarku, na wywiadówce, bardzo szybko, nawet na podstawie kilku zdań o pogodzie (kryzys klimatyczny) są w stanie określić światopogląd i preferencje polityczne drugiej strony, a następnie zawiązać nieme porozumienie, lub bezpiecznie się wycofać.

Konflikty w sieci

To, co widać w praktykach życia codziennego, ma swoje lustrzane odbicie w wirtualnym świecie. Można nawet powiedzieć, że jest to krzywe zwierciadło. Coraz mocniej obrastamy w bańki, w których spotykamy się z poglądami, które utwierdzają nas w tym, że nasza wizja świata jest jedyną słuszną. Gdy wreszcie spotkamy się z innymi poglądami, tym bardziej budzą one w nas nienawiść.

Internet jest głównym źródłem informacji o świecie Polaków z wykształceniem ponadpodstawowym - 85% z nich korzysta z niego w celu zdobycia informacji na temat bieżących wydarzeń kilka razy w tygodniu. A zgodnie z danymi z ostatniego Reuters Digital News Report 4 dla 55% Polaków to media społecznościowe są podstawowym źródłem informacji.

Im bardziej jesteśmy zradykalizowani, tym chętniej sięgamy po treści, które nie dopuszczają półcieni, w tym też takie, które operują uproszczeniami. Spójność z naszym światopoglądem staje się ważniejsza niż obiektywność. Nasi rozmówcy często odmawiali politykom, ale też osobom posiadającym odmienne poglądy poczytalności umysłowej - mówili, że są “zaczadzeni”, że “zachowują się jak sekta religijna”, że “nie myślą racjonalnie”. Bardzo duże emocjonalne zaangażowanie w konflikt, połączone z wiarą w to, że osoby z “przeciwnego obozu” (gdziekolwiek linia podziału przebiega) są niepoczytalne umysłowo, otwiera na oścież drogę dla nieprawdziwych informacji czy zmanipulowanych faktów, jeśli tylko te potwierdzają tezę i mocniej budują opozycję my - oni. Dezinformacja przyczynia się do dalszej radykalizacji, gdy manipuluje treściami w taki sposób, aby wzmocnić i uwiarygodnić skrajne stanowiska, w efekcie kreując obrazy rzeczywistości zniekształcone na korzyść ekstremalnych poglądów.

A te podgrzewają jeszcze bardziej temperaturą sporów. Internet, zapewniając anonimowość, oferuje idealną arenę dla kłótni, które trudno odbyć w realu. 80% polaków z co najmniej średnim wykształceniem zetknęło się z hejtem w internecie, a 26% osób przyznaje się do komentowania przynajmniej czasami w ostry sposób wpisów czy artykułów w sieci. Nasi rozmówcy wprost przyznawali się, że internet stał się miejscem, gdzie mogą dać upust emocjom:

“Właśnie dlatego najlepiej kłócić się w internecie. Tam można skakać sobie do gardeł”

“Furia, złość nadal mną trzęsą. Co tu kryć, komentowanie bardzo ostre, siedząc przed ekranem. Bluzganie. Agresja budzi agresję.”

“Na Facebooku wyświetla mi się ostrzeżenie, że mogą zamknąć mi konto. (...) Mogę pisać, ale mam ostrzeżenie. To było właśnie po tym, jak jemu napisałem przy tym, jak powiedział, że jest chory, a ja napisałem, że jeszcze widać nie dostał nauczkę. Nie żałuję niczego, co napisałem”.

Zmianie ulega dostęp do informacji i sposób ich prezentowania. Jak pisze Jamie Bartlett: „Jedną z najważniejszych – i najgwałtowniejszych – zmian w polityce ostatnich dekad było przejście od informacyjnego ubóstwa do nadmiaru. Dziś nawet najbardziej zdyscyplinowany umysł nie zdoła objąć dostępnych informacji i nadać im ładu, sensu czy hierarchii”[3]. W przeprowadzonych przez nas rozmowach dominowało poczucie przesytu ilością informacji oraz niemożnością określenia, co jest prawdą, a co nie. Jak ujął to jeden z naszych rozmówców:

“Nie ma czegoś takiego jak prawdziwa informacja, każdą należałoby w dwóch źródłach sprawdzić. Jest wszechobecne kłamstwo, wszystko może być fejkiem albo z farmy trolli. Jak coś jest niezwykłego, to od razu jestem podejrzliwy. Zalało nas kłamstwo, w telewizji kłamią, politycy.”

“Teraz w związku z internetem, technologią tak trudno o tą prawdę jest. Ale z drugiej strony myślę też, że dziennikarstwo bardzo spadło jakościowo, że kiedyś reporterzy byli z prawdziwego zdarzenia, a teraz chodzi głównie o to, żeby być pierwszym, który coś wrzuci.”

Weryfikacja informacji?

Brak autorytetów i niemożność odróżnienia prawdy od dezinformacji nie idą jednak w parze ze skłonnością do weryfikacji wiadomości znalezionych w internecie. Według danych Eurostatu robi to tylko co piąty Polak i co piąty Europejczyk. Dlaczego?

Pływając w morzu informacji, dajemy się złapać na najbardziej nęcące wabiki. Emocjonalność przekazów publikowanych w internecie jest kolejnym przykładem tego, jak radykalizacja i dezinformacja wzajemnie się napędzają. Media, walcząc o coraz bardziej rozproszoną uwagę czytelników, decydują się na chwytliwe tytuły i leady, utrwalające uproszczoną wizję świata i podgrzewające temperaturę sporu. Odkrył to także Facebook, który stosuje algorytmy, które promują treści mocno zabarwione emocjonalnie, a to dlatego, że takie treści wywołują większe zaangażowanie użytkowników i sprawiają, że zostają dłużej na jego stronie. Coraz trudniej nam przyswaja się przekazy dłuższe, bardziej zniuansowane, wymagające włączenie krytycznego myślenia. I coraz trudniej takie przekazy wyłowić w morzu informacji.

W efekcie można dziś w Polsce, ale i na świecie mówić o kryzysie zaufania do mediów, które przecież uznawane są za czwartą władzę, której zadaniem jest przypatrywanie, monitorowanie, sprawdzanie i informowanie społeczeństwa o działaniach władz i innych kluczowych kwestiach społecznych. Dziś aż prawie 8 na 10 osób z wykształceniem średnim i wyższym jest zdania, że media w Polsce są nieobiektywne i podporządkowane celom politycznym, a 7 na 10, że media pogłębiają konflikty między ludźmi. Ponad połowa uważa wręcz, że media w Polsce kłamią. Szczególnie mocno kryzys zaufania do mediów widać wśród młodych. 74% osób w wieku 18–24 lata zgadza się z tym stwierdzeniem.

Przekształcenie krajobrazu informacyjnego

Podsumowując, nasze badania rzucają światło na złożoność relacji między radykalizacją a dezinformacją, zarówno w sferze wirtualnej, jak i codziennym życiu. W obliczu tych wyzwań, istotne jest, aby społeczeństwo aktywnie angażowało się w promowanie dialogu, weryfikację informacji i budowanie wspólnoty. Tylko w ten sposób możemy przekształcić współczesny krajobraz informacyjny w przestrzeń otwartą na różnorodność perspektyw i zdolną do konstruktywnej dyskusji.

Autorka: Katarzyna Fereniec-Błońska - socjolożka, od ponad 13 lat projektuje i realizuje badania społeczne i marketingowe. Doświadczenie zdobywała w Kantarze oraz paryskim Ipsos, gdzie prowadziła globalny projekt łączący badania ilościowe, jakościowe i machine learning. W Ciekawości współpracuje z organizacjami pozarządowymi, instytucjami kultury oraz startupami. W pracy badawczej interesuje się zmianami społecznymi i wpływem technologii na style życia.

Zdjęcie w tle: junce11


[1] ​​A.Schmid, Radicalisation, De‐Radicalisation, Counter‐Radicalisation: A Conceptual Discussion and Literature Review, Hague 2013, s. 18.

[2] Wszystkie cytaty pochodzą z wywiadów z respondentami, przeprowadzonych w ramach badania. Można je znaleźć w publikacji.

[3] J.Bartlett, Ludzie przeciw technologii. Jak Internet zabija demokrację (i jak możemy ją ocalić), tłum.K. Umiński, Katowice 2019.